Trzynaście powodów

13 powodów serial

Sama jestem zdziwiona, że w ogóle to włączyłam. A jeszcze bardziej dziwię się, że obejrzałam cały sezon. Nie sądziłam, że „Trzynaście powodów” aż tak mnie wciągnie. Nadal w sumie nie wiem dlaczego tak się stało, bo serial, mimo że odniósł duży sukces, jest raczej średni. Niemniej jednak dobrze się ogląda, pod warunkiem, że macie w sobie przynajmniej 5% masochisty. Ale to jest przecież mało.

O co chodzi? Uczeń trzeciej klasy liceum, Clay Jensen pewnego dnia po powrocie ze szkoły do domu, odkrył że dostał anonimową przesyłkę. W pudełku po butach znajdowało się 7 kaset. Gdy znalazł już sprzęt obsługujący te relikty przeszłości, usłyszał głos swojej zmarłej dwa tygodnie wcześniej koleżanki – „na żywo i w stereo”. No jednak lekki szok… Dziewczyna na nagraniach opowiada co ją spotkało w szkole i podaje 13 powodów, dla których odebrała sobie życie. Okazuje się, że jeśli otrzymało się te kasety, to znaczy że jest się jednym z nich. Zasada jest prosta: po przesłuchaniu całości, taśmy należy przekazać kolejnej osobie.

.

.

W tym serialu zdecydowanie jest coś, co mocno trzyma widza. Pewnie chodzi o to całe bujanie się głównego bohatera, który cierpiąc niczym młody Werter, snuje się  z odcinka na odcinek będąc na granicy wykończenia, co z kolei sprawiło, że i ja chciałam już koniecznie wiedzieć czym ten miły chłopaczek zawinił, że koleżanka zakończyła przez niego swój żywot.

I włączałam te kolejne odcinki, i myślałam sobie „kiedy wreszcie będzie ta cholerna taśma Clay’a?!”. Jednocześnie, on sam odpalał nagranie za nagraniem, mając nadzieję, że jeszcze nie tym razem.

„Trzynaście powodów” ogląda się na tej własnie zasadzie. Początek tak mocno pompuje oczekiwania i domysły, że potem już po prostu trzeba się dowiedzieć o co chodziło.

.

Wypadałoby wspomnieć o sprawczyni całego zamieszania – Hannah. Zadziałała na mnie tak, że nie potrafiłam nawet zmusić się, by choć spróbować ją polubić. Było w niej coś odrzucającego, co sprawiało, że nie sposób nabrać do niej sympatii. Może to kwestia jej atencyjności, a może po prostu skłonność do przesady i niestabilność psychiczna, ale wierzcie mi, nie trawiłam laski. Tak, pamiętam że była nastolatką, miała więc pełne prawo do głupoty. Część rzeczy, które ją spotkały były potworne, nie neguję tego, że dziewczyna została skrzywdzona. Współczuję jej i absolutnie nie obarczam winą ofiary. Natomiast to co irytuje, to fakt, że Hannah brała do siebie dosłownie wszystko i wszędzie widziała ogromny problem. Nawet w nieistotnych sprawach. Nie umiała podejmować dobrych decyzji (dorośli też bardzo często nie umieją), ale nie potrafiła też przewidywać skutków swoich działań i zaniechań. Nie wiem, może to jest kwestia depresji, a może już nie pamiętam jak to jest mieć 17 lat. Rozumiem, że to co nagrała to były subiektywne odczucia i jej własna prawda, ale ona też nie traktowała ludzi dobrze. Na przykład Clay miał z nią przechlapane o wiele bardziej niż ona z nim. Niejednokrotnie jej reakcje były mocno przesadzone i nieracjonalne, a mnie aż było żal ludzi wobec których zachowywała się w taki sposób.

.

.

Trzynaście powodów serial

.

.

Dlaczego na początku napisałam, że trzeba być trochę masochistą?

Bo postać Hannah mnie męczyła.
Bo akcja ciągnęła się niemiłosiernie (ile razy można w duchu powtarzać „Clay, no na co się tak gapisz, załóż te słuchawki i wciśnij wreszcie play”).
Bo z punktu widzenia dorosłego widza zachowanie nastolatków jest po prostu wkurzające i nic na to nie poradzę.
Bo w tym serialu jest za dużo skrajnych sytuacji jak na jedną szkołę i tak małe środowisko.
Bo wątek rodziców głównej bohaterki jest za bardzo rozbudowany, a przez to nudny.
Bo to wszystko razem sprawia, że całość jest po prostu przejaskrawiona i odciąga uwagę od głównego problemu.
Bo niektórzy aktorzy zupełnie, ale to zupełnie nie przypominali wyglądem ludzi w wieku licealnym (na przykład Tony, na litość boską!).

.

.

Trzynaście powodów serial

.

.

Serial jest znany z tego, że porusza ważne tematy. To oczywiście prawda. Samobójstwo dziewczyny to sytuacja skrajna, ale na wokandę wzięty jest ogólnie temat przemocy wśród rówieśników i w rodzinach oraz co ważne, zwrócono uwagę na to, że ciężko jest uzyskać fachową albo przynajmniej jakąkolwiek pomoc będąc w depresji.

Na stan Hannah nikt tak naprawdę nie zwrócił uwagi, chociaż widać było, że coś jest z nią nie tak. Zawalili rodzice, pochłonięci walką o utrzymanie płynności finansowej, ale zawaliły też instytucje. Pedagog szkolny wydawał się zaangażowany, ale ostatecznie jego rady były na poziomie poklepywania po plecach w nadziei, że to wystarczy aby uczeń przestał zawracać głowę. A gdy tragedia już się wydarzyła, całą energię skupiano głównie za zamieceniu sprawy pod dywan. Co w sumie jest zrozumiałe z punktu widzenia szkoły.

.

.

Trzynaście powodów serial

.

.

Mimo nużących momentów, „Trzynaście powodów” generalnie ogląda się nieźle. Nie wiem natomiast czy i na ile po obejrzeniu tej produkcji ludzie zaczną zwracać uwagę na osoby o słabszej psychice, które czują się nieszczęśliwe i zagubione. To jest kwestia empatii i umiejętności spojrzenia z innego punktu widzenia na tych, których nie rozumiemy. Wrażliwy odbiorca zauważy,  że zsumowane drobne problemy mogą działać jak kula śnieżna. Mimo tej wartości edukacyjnej, uważam że serial może też zaszkodzić. W jakimś sensie robi z samobójstwa pewnego rodzaju pośmiertne show.  Trochę było tak, że kwestia targnięcia się na swoje życie została przedstawiona jako rodzaj atrakcyjnej, choć intensywnie groteskowej gry towarzyskiej. To jest dobre, bo jest mocne, przyciąga uwagę i prowokuje dyskusje. Ale nie mogę oprzeć się wrażeniu, że może być dla niektórych pociągające.

A druga sprawa to to, że głupotą  jest pokazywanie w serialu, dla przecież młodej publiczności, jak popełnić samobójstwo. W ostatnim odcinku, co miało być pewnie mocną sceną zapadającą w pamięć, pokazano w jaki sposób skutecznie podciąć sobie żyły. Wiecie, inną rzeczą jest powiedzieć, że ktoś to zrobił, ale zupełnie inną jest pokazać to w całej okazałości. Ta scena nawet nie była szczególnie drastyczna, ale twórcy serialu mogli to sobie darować – na wszelki wypadek. I ok, wiem, nie zalewają nas masowo informacje typu „nastolatki zabijają się po obejrzeniu Trzynastu powodów”, ale  i tak na koniec pozostał we mnie jakiś niesmak.

Nie uważam, że to jest serial wart polecenia. A najgorsze z tego wszystkiego jest to, że pewnie i tak obejrzę drugi sezon.