Młody papież

Mówiłam już o nim chyba wszystkim ludziom, z którymi rozmawiałam o serialach w ostatnim czasie. Aktualnie staram się powstrzymywać przed pytaniem ich czy już zaczęli oglądać i dlaczego, do cholery, jeszcze nie 😉

.

.

Więc jeszcze raz – Jude Law, jako ultrakonserwatywny papież Pius XIII postanawia zrobić rewolucję w Kościele. Jest to zdecydowanie jedna z najbardziej charyzmatycznych postaci serialowych jakie znam. Czło­wiek za­ska­ku­jący i kon­tro­wer­syjny. Do­piero po czter­dzie­stce, ale eks­tre­mal­nie kon­ser­wa­tywny. Za­ska­ku­jący, za­ro­zu­miały i aro­gancki, ale wy­daje się, że wy­słu­chi­wany przez Boga. Pi­jący colę, pa­lący pa­pie­rosy i nie­ziem­sko przy­stojny (wia­domo, Jude Law). Przy okazji okazuje się wytrawnym politykiem.

Swoją „oryginalnością” zaskoczył całą administrację watykańską, która z trwogą patrzy w jego metrykę – młody, długo pożyje, nie wiadomo do czego doprowadzi. Tymczasem papież poszukuje swojej wiary i zmaga się z trudną przeszłością (jakkolwiek to by nie brzmiało, nie załamujcie jeszcze rąk), dokonuje cudów i popełnia błędy, do których nie chce się przyznać. Bywa, że gorliwie się modli, ale czasami wątpi w istnienie siły wyższej – ja to kupuję, bo zwątpienie to jedna ze składowych wiary.

Tłem dla następcy św. Piotra są miesz­kańcy i pra­cow­nicy Wa­ty­kanu, osoby du­chowne jak i świec­kie. Wszy­scy krążą wo­kół głów­nego pro­blemu Ko­ścioła Ka­to­lic­kiego w na­szych cza­sach — za­wie­sze­nia po­mię­dzy tra­dy­cją, a wy­zwa­niami współ­cze­sno­ści. Od­po­wie­dzią Piusa XIII jest jedno: re­wo­lu­cja. Nie­ko­niecz­nie jed­nak taka, jaką so­bie wy­obra­ża­cie.

Spośród postaci drugoplanowych na uwagę zdecydowanie zasługuje, zwany w kuluarach „Duchem Świętym”,  kardynał Voiello (Silvio Orlando). Postać niezwykle złożona i dwuznaczna. Jak sama ksywka wskazuje – jeden z głównych rozgrywających w Pałacu Apostolskim. Mimo że jest dwulicowym cwaniakiem, nie sposób go nie polubić. Zresztą, sami zobaczycie, że potrafi nieźle zaskoczyć.

..

.

Po premierze podniosły się głosy, że serial niby atakuje Kościół, ale nie słuchajcie ich. Jest tak przerysowany i momentami absurdalny, że nawet na chwilę nie da się zapomnieć, że to ni mniej ni więcej, tylko przepełniona symboliką wariacja na temat. Po­wie­dzia­ła­bym, że to ra­czej tro­chę ta­kie „Ho­use of Cards”, wer­sja wa­ty­kań­ska. Nie po­le­cam go jed­nak oso­bom, które ła­two się gor­szą. Nie psuj­cie so­bie ner­wów.

Pierw­sze 2 — 3 od­cinki nie da­wały mi spo­koju pod jed­nym wzglę­dem: co pa­pież ma w gło­wie, jaka jest jego wi­zja, o co mu cho­dzi. Potem już z grub­sza wia­domo, ale za­czę­łam się za­sta­na­wiać nad skut­kami i dłu­go­fa­lo­wym sen­sem po­li­tyki głowy Ko­ścioła. Byłam za­in­try­go­wana.

Nie mam pojęcia jak historia będzie kontynuowana w drugim sezonie, bo pierwszy według mnie całkowicie ją wyczerpał i zatoczył koło, dając wystarczające pole do interpretacji, ale tym bardziej umieram z ciekawości, przebieram nóżkami i tęsknię.

„Mło­dego pa­pieża” oglą­dałam głów­nie ze względu na to, że ko­cham rzym­skie kli­maty i od lat nie­zmien­nie cią­gnie mnie do Wiecz­nego Mia­sta. Za każ­dym ra­zem gdy z niego wy­jeż­dżam, wiem że kiedyś wrócę. To, Proszę Państwa, nazywa się miłość! Chociaż akcja serialu toczy się głównie w Watykanie, to w niektórych odcinkach jest też całkiem sporo Rzymu. Jak zwykle bezdyskusyjnie zachwycającego.

Sezon nr 2 zapowiadany jest na październik 2017, więc jeśli ktoś mógłby mi pomóc zahibernować się do tego czasu, to wiecie jak mnie znaleźć.

.

.

Na koniec jeszcze to, nie mogłam się powstrzymać:

.

.


Niestety muszę dodać, że okazało się, że nie będzie kolejnego sezonu. Ogarnął mnie smuteczek, to prawda. Jednak myślę też, że jest to słuszna decyzja, bo tak jak pisałam w styczniu – serial zamknął historię i  kontynuacja pewnie albo nie byłaby już na tym samym poziomie, albo zepsułaby ogólne wrażenie.

Zazdroszczę Wam, jeśli jeszcze nie oglądaliście, a ja poczekam aż trochę zapomnę i obejrzę jeszcze raz 😉