Lobster

Obejrzałam Lobstera ze względu na arcyciekawą tematykę. Film przedstawia świat, w którym samotność jest zakazana. W przypadku straty partnera, niezależnie od tego co było powodem, człowiek musi udać się do osobliwego hotelu, gdzie ma znaleźć swoją drugą połowę w ciągu 45 dni. Jeśli mu się to nie uda, zostanie przemieniony w wybrane przez siebie zwierzę i dokona żywota w lesie nieopodal.

.

.

Film wyreżyserował Yorgos Lanthimos. Nie znałam wcześniej jego nietypowego stylu, więc nie wiedziałam za bardzo czego mam się spodziewać. Główną rolę gra Colin Farrell, a u jego boku możemy zobaczyć między innymi piękną Rachel Weisz i Olivię Colman, lauteatkę BIFA za najlepszą rolę drugoplanową. Aktorzy zdecydowanie dali radę.

Obraz został nagrodzony przez Europejską Akademię Filmową za scenariusz i kostiumy oraz zgarnął Nagrodę Jury w Cannes. Niby jest to thriller science fiction, ale nie powiedziałabym, że dosadnie osadza się w tych kategoriach. Dla mnie to przede wszystkim dramat i nieciekawa wizja przyszłości.

Człowiek w Lobsterze funkcjonuje w dziwnym systemie, w którym samotni wegetują na obrzeżach normalnego życia. Wmontowuje on ludzi w rzeczywistość, której pewnie nawet nie chcą doświadczać, ale mimo to jej się podporządkowują. Nikt tam nie jest szczęśliwy. Nie ma miejsca na jakiekolwiek odcienie szarości. Realia są mocno opresyjne i naszpikowane wieloma zakazami za złamanie których grożą surowe kary, a nawet jeśli ktoś zdecyduje się uciec, wpada w kleszcze drugiego systemu, w którym z kolei nakazane jest życie w pojedynkę. Tak czy inaczej, zawsze ktoś narzuca zasady. W związku z tym bardzo mnie uderzyła bezrefleksyjność bohaterów, widoczna nie tylko w wymiarze grupowym, ale też indywidualnym. Nikt nie pomyślał nawet w jak absurdalnej rzeczywistości żyją i na jak głupie rzeczy marnują czas. Widać w nich za to doskonale odbicie wypaczonego świata, który ich otacza. Są bezwzględni, mówią w specyficznie bezpośredni sposób, całkowicie kontrolują mowę ciała. Wyczuwa się stres, nerwowość i napięcie. Niemal wszystko jest iluzoryczne. Świat w Lobsterze jest skonstruowany bardzo intrygująco!Na plus zaliczam ciekawe kadry. Ogólnie estetyka mi odpowiadała, chociaż nie gustuję w takich filmach na co dzień.

Film osiąga moment kulminacyjny gdzieś w połowie, a potem dość mocno zmienia charakter. Pierwsza godzina jest ciekawa, przesuwają się przed oczami coraz to bardziej absurdalne obrazy, ale to jest na plus. Potrafi zaskoczyć brutalnością, czy zniesmaczyć dosadnością. Wszechobecna głupkowatość okraszona jest czarnym humorem z posmakiem gorzkiej refleksji. Generalnie momentami Lobster drażnił, ale dawało to jakiś rodzaj masochistycznej przyjemności.

Druga część to równia pochyła. Przestaje zaskakiwać i dłuży się niemiłosiernie. Rozczarowuje. Wzbudziła we mnie za to bardzo intensywne emocje – polegały one na tym, że przez prawie godzinę zastanawiałam się czy wyjść czy nie wyjść z kina. Nie tylko ja miałam takie myśli, bo jeden facet opuścił salę jakieś 15 minut przed końcem seansu. Ja ostatecznie tego nie zrobiłam i w sumie się cieszę, bo zakończenie ładnie spina klamrą przekaz filmu, eksponując bezkompromisowość opisywanej rzeczywistości i potwierdzając wspomnianą wcześniej bezrefleksyjność bohaterów. A może zakończenie mi się spodobało, bo oznaczało, że jestem już wolna od Lobstera? Tego nie mogę stwierdzić na pewno.

Za żadne skarby świata nie obejrzałabym tego filmu jeszcze raz, ale sądzę że zapamiętam go na długo. Nie tylko dlatego, że się na nim wymęczyłam, bo jest nieprzyjemny w odbiorze i uwiera jak kamyk w bucie. Widzę w nim mały skrawek naszej rzeczywistości odbity w krzywym zwierciadle. Temat sam w sobie jest rewelacyjny i skłania do refleksji. Przecież nas też bombarduje presja, że wszystko jest lepsze wśród ludzi, a samotnicy występują często w kategorii dziwaków. Lobster uwypukla słabości w kontaktach międzyludzkich w świecie, w którym żyjemy, choć na szczęście dla nas, w sposób tak przesadzony, że niemożliwy do osiągnięcia.

.

 PS  W jakie zwierzę chcielibyście się w razie czego przemienić?