Pokój

Wolność, miłość, nadzieja, walka. Zniewolenie, poczucie bezsensu, szafowanie życiem dziecka, zgoda na chorą rzeczywistość. Cały świat ograniczający się do czterech ścian. Ten przesycony emocjami film, zapada w pamięć na długo. Pokój

Takie historie się zdarzają. Siedemnastolatka została porwana przez zwyrodnialca, który przetrzymywał ją w małym pomieszczeniu, odciętą od świata. Kto wie, może własnie teraz jakaś dziewczyna siedzi zamknięta gdzieś w bunkrze? Może nawet w Twojej najbliższej okolicy?

Uprowadzona Ma, urodziła w niewoli dziecko swojego oprawcy. Ale jak wytłumaczyć mu świat, skoro są uwięzieni? Powiedziała swojemu synkowi, że poza tytułowym pokojem, nic innego nie istnieje. Za ścianami jest pustka, a w telewizorze są jedynie małe ludziki, a nie ludzie tacy jak oni.

Chłopiec ułożył sobie w dziecięcej główce taki obraz, jaki przekazała mu mama. Bo przecież wszyscy, w wieku kilku lat, wierzymy bezgranicznie naszym rodzicom. Jego wizja świata była spójna i dzięki niej żył tak beztrosko, jak tylko mógł.

Oglądając film, jesteśmy świadkami smutnej codzienności, zakutej w kajdany niewoli. Widzimy, jak główna bohaterka urządziła sobie codzienność. Wypełniła ją rytuałami, dzięki którym zachowała jako taką stabilność psychiczną. Da się wyraźnie odczuć zarówno duszną atmosferę zniewolenia, jak i świeżość wprowadzoną przez dziecko. Nie napiszę więcej na temat fabuły, bo nie chcę zabrać Wam możliwości odkrywania tej historii.

Wielkie brawa dla przezdolnego Jacoba Tremblay`a. Dla niego właśnie warto obejrzeć ten film. Ukradł go dorosłym aktorom. Brie Larson, grająca jego matkę, podobała mi się mniej, co nie znaczy, że była zła. Dostała zresztą za tę rolę Oscara. Jest to postać zbudowana wiarygodnie. Stara się być jak najlepszą matką, ale bywa egoistką. W jej kreacji, zwróciłam uwagę głównie na to, że umiała świetnie oddać, nawet podczas wesołych scen, pewne ulotne przygaszenie, charakterystyczne dla osoby ciężko doświadczonej przez los i ludzi. Nie wiemy jaka była zanim ją porwano, ale po zniewoleniu nie mogła być inna.

A skoro mowa o nagrodach. Oglądając, nie miałam świadomości, że film został nimi całkiem sowicie obsypany. Gdy się dowiedziałam, to jednak lekko się zdziwiłam. O Oscarze już wspomniałam, ale była jeszcze BAFTA, Złoty Glob, Saturn i garść innych. Ucieszyła mnie natomiast nagroda dziennikarzy, czyli Critics’ Choice, dla Jacoba Tremblay`a w kategorii najlepszy młody aktor.

Główny motywem w tym obrazie jest adaptacja do zmian. Człowiek, wraz z sytuacją, rodzi się na nowo. Im więcej doświadczeń mamy na naszych barkach, tym ciężej się dostosować. Pożegnanie ze starym życiem jest coraz trudniejsze. Zadajemy sobie pytanie – czy mogło być inaczej? Zastanawiamy się, czy ktoś jest winny naszej sytuacji. Kto powinien wziąć odpowiedzialność? A co jeśli, to my sami?

Nie jest łatwo wznieść się poza ramy własnej świadomości. Nieważne czy mamy pięć czy dwadzieścia kilka lat. To co znamy, jest dla nas całym światem.

„Pokój” nie jest pozbawiony pewnych naiwnych momentów. W trakcie oglądania, przychodzą do głowy pomysły, co Ma mogła zrobić, aby się uwolnić. Właściwie, nie ma to znaczenia dla przekazu filmu. Bardzo dużo szczegółów z jej udręki zostało pominiętych. Dowiadujemy się tylko tego, co niezbędne.

Ja staram się odbierać takie filmy głównie przez pryzmat emocji. Pozwala to na głębsze przeżycie seansu, niż w przypadku szukania słabych punktów, do których można się przyczepić. A poza tym, kim my, widzowie jesteśmy, żeby oceniać jak ktoś zachowuje się w obliczu takiego dramatu. Tak naprawdę, to nie wiemy jak nasza psychika poradziłaby sobie w podobnej sytuacji. I lepiej, żebyśmy się nigdy tego nie dowiedzieli.

Nie uważam „Pokoju” za obraz wybitny, ale na pewno jest dobry. Polecam, jeśli chcecie obejrzeć film, który Was uderzy i przykuje na jakiś czas Wasze myśli. Im więcej macie w sobie empatii, tym dłużej o nim nie zapomnicie.